„Maluję się dla… męża”

Chodzi, a o nastawienie do siebie i swoich bliskich oraz zmian w strukturze codziennych przyzwyczajeń, po pierwsze dla naszych domów, rodzin, małżeństw, w końcu dusz..

Wpis jest częścią newslettera, który wysłałyśmy do naszych Sympatyków:

Szanowna Pani,

gdy byłam małą dziewczynką, a potem dorastającą nastolatką, bardzo często rozmawiałam ze swoim dziadkiem. Jego ulubionym napomnieniem, którego mi udzielał, było zdanie: „Tylko się nie pacykuj!”. Chodziło o makijaż – mój dziadek wprost alergicznie nie znosił makijażu. Dopuszczał go jedynie na estradzie.

Z tych rozmów o pacykowaniu sprzed wielu lat najbardziej zapadła mi jednak w pamięć dziadkowa przestroga, rzucana pół żartem, pół serio.

– Od pacykowania są rozwody! – twierdził dziadek. – Mężczyzna widzi w domu inną kobietę niż ta, z którą się ożenił. To wręcz oszustwo!

Cóż, mój świętej pamięci dziadek nie byłby zadowolony z propozycji, którą chciałabym dziś Pani złożyć, ale jednocześnie jego napomnienia są jej ważną inspiracją…

 

Sztuczna szczęka tylko poza domem

Ale zanim o niej opowiem, chcę jeszcze podzielić się drugą historią, która zainspirowała nas do rozpoczęcia akcji. Było to wspomnienie mojej znajomej z dzieciństwa. Opowiadała mi, że jej mama nosiła sztuczną szczękę, którą zdejmowała natychmiast po wejściu do domu z pracy. Do szafy wędrowały również sukienki, a zamiast nich mama zakładała rozciągniętą bluzkę i zmechacony dres.

– Nienawidziłam tego – wspomina dziś moja koleżanka.

Co łączy oba te wspomnienia? Zapewne już stało się to dla Pani oczywiste. Rzecz jasna o to, że nierzadko się zdarza, że kobieta bardziej dba o swój wygląd, gdy wychodzi do pracy, niż w domu, przed mężem czy dziećmi.

 

Zwykły makijaż – poważna sprawa

A to poważniejsza sprawa niż mogłoby się wydawać. Chodzi o szacunek wobec członków rodziny i hierarchię osób w naszym życiu. Życiowe priorytety z naszych deklaracji powinny być spójne z życiem codziennym. Czy tak jest?

Z czym kojarzy się Pani określenie „strój domowy”? Z wygodną, ale piękną sukienką, czy raczej z dresem albo z niezbyt gustowną podomką? Ze związanymi byle jak włosami czy schludną fryzurą? Z pomalowanymi rzęsami czy bez makijażu? No właśnie…

Zestawienie tych dwóch wspomnień i konsekwencji, które powodują w życiu rodzinnym (rozczarowanie małżonka i dzieci), uświadomiło mi, że choć to codzienność wielu polskich domów, nie powinno tak być.

 

Nie chodzi o makijaż

Dlatego chciałabym zaproponować Pani przyłączenie się do akcji „Maluję się dla męża”. To mały, ale ważny krok w drodze ku polepszeniu kondycji naszych małżeństw i całych rodzin.

Z pewnością nie muszę tłumaczyć Pani, że nie o makijaż w niej chodzi. To kwestia nastawienia do siebie i swoich bliskich oraz zmian w strukturze codziennych przyzwyczajeń, które wskazują nam, że mamy się starać na zewnątrz, a nie wewnątrz. Zmieńmy ten schemat na: po pierwsze wewnątrz! Wewnątrz naszych domów, rodzin, małżeństw, w końcu dusz. Tam jest to, co najważniejsze, więc tam mamy kierować większość naszych wysiłków i starań. Oczywiście nie wolno tej energii kierować w sposób wymuszony lub machinalny – chodzi o autentyczne nastawienie, by wkładać w nasze działania serce.

 

Czy będzie to kontrowersyjna akcja?

To nie musi być makijaż, choć pociągnięte tuszem rzęsy przypominające pierwsze randki to przecież żaden wysiłek. Może być to wymiana domowej garderoby pełnej rozciągniętych dresów na zwiewne, wygodne sukienki. Może to być upinanie włosów piękną spinką. Może to być zakładanie kolczyków czy bransoletki albo innej biżuterii nieprzeszkadzającej w codziennych pracach.

Ważne, by robić to dla męża.

W tym punkcie spodziewam się obruszenia. Idę o zakład, że wiele oburzonych kobiet powie – maluję się, owszem, ale dla siebie! Dzisiejszy świat nieustannie wmawia nam, że mamy się starać dla siebie. Jakiekolwiek wysilanie się dla męża czy dzieci odbierane jest jako poniżające. Samorozwój, samorealizacja, samospełnienie, satysfakcja itp. to dogmaty współczesnego świata nachalnie wykrzykiwane z błyszczących okładek pełnych wyretuszowanych twarzy pseudosukcesu w rzeczywistości pogrążonych w rozpaczy, nałogach i zagubieniu.

Dlatego musimy na nowo skierować uwagę kobiet z samych siebie na swoje małżeństwa i rodziny. Tylko wtedy – w zdrowych, kochających się rodzinach, pełnych poświęcenia i miłości, wszyscy ich członkowie mogą w pełni się rozwijać i mieć poczucie spełnienia. Również my – kobiety, żony, matki.

 

Skorzysta cała rodzina

Na tej drobnej przemianie skorzysta miłość małżeńska, a także nasze dzieci, zwłaszcza córki. Żona, która w domu dla męża maluje usta szminką i poprawia włosy, pokazuje mu, że jest ważny w jej życiu i że warto się dla niego starać. Widząc się samą w lustrze w powłóczystym spojrzeniu pomalowanych oczu i zwiewnej sukience, czuje się lepiej sama ze sobą, niż gdy w lustrze odbija się rozczochrane czupiradło w poplamionym dresie.

Mąż, który widzi swoją żonę tak piękną jak gdy się w niej zakochał, choć z siatką zmarszczek świadczących o przebytej wspólnie drodze życia, czuje się doceniony i szanowany. Matka, która ubiera się w domu przynajmniej nie gorzej niż do pracy, uczy swoje dzieci, jaka jest hierarchia wartości w życiu i jak wyraża się szacunek dla drugiego człowieka. A także – czym jest prawdziwa kultura osobista.

P.S. Nasza akcja „Maluję się dla męża” to mały krok ku przemianie polskich rodzin w kierunku wzajemnego szacunku i życzliwości. To również próba zwrócenia uwagi na życiowe priorytety, które nierzadko nie są spójne z deklaracjami. Niewielki wysiłek żony, która jest równie zadbana w domu co i w pracy, jest w stanie zmienić na lepsze życie rodzinne. Za decyzją o staraniu się dla męża idzie bowiem zupełnie inne nastawienie do siebie samej, jego i dzieci, które z kolei przenosi się na inne aspekty życia. Dlatego bardzo Panią prosimy o pomoc w propagowaniu naszej akcji.